Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Szanowny Użytkowniku,
Zanim klikniesz 'Przejdź do serwisu', prosimy o przeczytanie tej informacji.
Zgodnie z art. 13 ust. 1 ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r. (RODO), informujemy, iż Państwa dane osobowe zawarte w plikach cookies są przetwarzane w celu i zakresie niezbędnym do udostępniania niektórych funkcjonalności serwisu. W przypadku braku zgody na takie przetwarzanie prosimy o zmianę ustawień w stosowanej przez Państwa przeglądarce internetowej.
Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest GO-MEDIA, z siedzibą ul. Stanisława Betleja 12 lok 10, 35-303 Rzeszów, VAT-ID: PL792-209-42-66.
Podanie danych jest dobrowolne ale niezbędne w celu świadczenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
Posiada Pani/Pan prawo dostępu do treści swoich danych i ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo do cofnięcia zgody w dowolnym momencie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania, wszelkie wnioski dotyczące wskazanych powyżej praw prosimy kierować na adres email: gomedia@interia.pl.
dane mogą być udostępniane przez Administratora podmiotom: Netsprint S.A., Google LLC, Stroer Digital Operations sp. z o.o., w celu prowadzenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
podane dane będą przetwarzane na podstawie zgody tj. art. 6 ust. 1 pkt i zgodnie z treścią ogólnego rozporządzenia o ochronie danych.
dane osobowe będą przechowywane do czasu cofnięcia zgody.
ma Pan/Pani prawo wniesienia skargi do GIODO gdy uzna Pani/Pan, iż przetwarzanie danych osobowych Pani/Pana dotyczących narusza przepisy ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r.
klikmapa.pl
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
12.
Strona Główna * Dodaj * Księga * Wpisz się

12.

Aubert zmarszczył czoło, zastanawiając się nad celem tej wizyty. Nie mógł nadziwić się tej bezczelności. A jednak. Edgar Weckhamshire.
- Wasza Wysokość – przerwał ciszę młodzieniec. Zaczynał czuć się niezręcznie. Aubert jednak nie odpowiedział, tylko zmarszczył czoło jeszcze bardziej i szukał przyczyn.
- Wasza Wysokość, pragnę wyjaśnić pewna sprawę.
Oto była i przyczyna.
- Znasz swą córkę, panie.
Aubert powoli skinął głową.
- Znasz zatem też jej zamiłowanie do dramatu i harlekinów.
I tu musiał przytaknąć, choć go to nie zadowalało. Z resztą plan Edgara był dość prosty, co sprawiło mu pewien zawód. Liczył na coś bardziej wyrafinowanego.
- Zanim jednak wcieliłeś tę szalona maskaradę w życie, trzeba było poprosić mnie o zgodę – powiedział surowo, spoglądając na niego z tronu.
- Jednak...
- Milcz – nakazał od niechcenia. Weckhamshire'owi zrzedła mina. - Taki wybryk jest nie do przyjęcia. Normalnie skończyłbyś gnijąc żywcem w jakimś lochu. Ale – westchnął – jesteś mężem mojej córki, nie ważne jak bardzo mi to nie odpowiada. Zamierzam to uszanować.
Edgar patrzył na króla niepewnie i nie odzywał się. Aubert także nie spuszczał z niego wzroku, nie mniej gniewnego niż na początku.
- Czyli mam rozumieć, że ten mój tak zwany ”wybryk” zostaje zaakceptowany? - upewnił się Weckhamshire.
- Niestety tak, ze względu na uświęcona więź, która łączy cię z moja córką.
- Jednak wiesz, panie, że działałem mając na celu szczęście twej córki, a mojej ukochanej małżonki?
- Zdaję sobie sprawę.
- Zapewniam, że było to jedynie romantyczne uniesienie, chciałem sprawić, by poczuła się niczym we śnie! - zapewniał gorąco, a w jego oczach płonął szczery ogień. Zdziwiło to Jego Wysokość, ale pozostał czujny.
- Rozumiem – odparł – jednak życzymy sobie powrotu córki w tajemnicy oraz uroczystego ślubu. Sporo się napracowaliśmy, żeby utrzymać to w sekrecie.



Nowy co jakiś czas zerkał na Rafeala wyzywająco, gdy Mirell tłumaczyła mu teorię piorunów. Pokazywała mu figury i poprawiała go, gdy robił coś niedokładnie. Za każdym jej dotykiem uśmiechał się szczeniacko.
Rafael odwrócił się do nich plecami i dalej otwierał szlaki.
Ariel starał się pojąc co tłumaczyła mu dziewczyna, ale było ciężko; nie spodziewał się, że to takie trudne. Przyjmujesz, oddajesz, taka była jego filozofia. Myślał, że pokazy, które widział, gdy był mały, były po prostu tańcem. Ale nie. To tak wyglądało. Nie mógł zapamiętać figur, sekwencji, wszystko mu się mieszało i nie rozumiał jak to ma mu pomóc. Chciał to poczuć, przeżyć, spróbować. Ale Mirell tylko się z niego śmiała.
- Już próbowałeś! Dwa razy!
- Ale nic nie poczułem – Ariel wydawał się zawiedziony. Spodziewał się, że bycie Wybranym pozwala niemal na obcowanie z bogami, na uczucie wszechszczęścia. Tymczasem, jak na razie, było przerażające i mało go nie zabiło.
- Co się wtedy działo? - zapytała stukając go palcem w pierś i spojrzała na niego ze szczerym niezrozumieniem.
- Myślałem, że umieram – odparł pustym głosem. Wspomnienie wywoływało w nim strach - Moje serce przestało bić.
- Mam pomysł! - przerwał nagle wszystkim trening Rafael. Cieszył się jak dziecko.
Niebo było zachmurzone i nadchodziła burza, dało się już słyszeć stłumione grzmoty; warunki idealne.
Mirell już kompletnie przestała interesować się Arielem, tylko podeszła bliżej, ciekawa kolejnego szalonego planu chłopaka.
Mężczyźni dookoła wzdychali jeden po drugim. Mieli dość dziwnych pomysłów Rafaela, najczęściej kończyły się one jakimś wypadkiem. Ktoś za mocno obrywał lub coś podpalali.
- Oj, panowie! - nie zrażał się chłopak – To będzie dobre!
Wiedzieli, że nie da im spokoju. Nigdy nie dawał, najlepszym rozwiązaniem było więc się zgodzić. Wszyscy pamiętali co się działo, gdy raz stanowczo odmówili. Postanowił wszystko zrobić sam i omal go nie rozsadziło.


- Widziałem, kapitanie! - zawołał młody żołnierz od progu – Widziałem, jak to robią!
Maverick choć jeden raz chciał uwierzyć, że to, co słyszał, to rzeczywiście była burza. Pozostawało tylko liczyć na to, że Calderyjczycy w to wierzą.
- Co tym razem? - zapytał zrezygnowany odkładając pióro do kałamarza i złożył ręce na biurku. Po spotkaniu z bratem nie miał już na nic siły. Myślał, że ta wizyta odnowi ich stosunki, że podadzą sobie dłonie w zgodzie. Wszystko jednak wyszło opacznie i to nie pozwoliło mu w nocy spać. Nie lubił, gdy coś szło nie po jego myśli.
- Wielką kulę z błyskawic!


Na placu treningowym słychać było jedynie dyszenie. Utrzymanie piorunów w jednym miejscu, do tego wszystkich razem, okazało się zadziwiająco dużym wysiłkiem. Krążyły wokół siebie z jednej strony się przyciągając, a z drugiej odpychając z niesamowitą siłą. Gdy jednak sięgnęli granicy i zaczęły się wymykać, bardzo sprawnie zebrali je do bukłaków.
- Dobre? - zapytał Rafael wciąż dysząc, zarumieniony na policzkach. Pochylił się, żeby lepiej oddychać. Nic nie musieli mówić, to było dobre.


Guwernantka była zasuszona kobietą w wieku powyżej średniego, jednak z tego, co wiedział, panną. Włosy zawsze związywała w ciasny warkocz, co ściągało jej twarz w jakąś dziwaczną maskę.
Mamrotała coś nad głową Heresa, podczas gdy jego zajmowały znacznie ciekawsze myśli. Gdyby udać się do stajennych, na pewno dostałby od nich parę kawałków skóry, Jorge wydłubałby z drewna odpowiednią łyżkę, a Reik złożyłby z tego wszystkiego wspaniałą katapultę. Bitwa, którą zamierzał odegrać z Mienem była już tak spektakularnie wygrana, że nieświadomie się uśmiechał i dyndał nogami pod stołem.
- Paniczu? - usłyszał głos guwernantki. Rzucił jej gniewne spojrzenie.
- Przeczytaj ten fragment – poprosiła z naciskiem pokazując mu palcem tekst. Heres tylko rzucił na niego okiem i stwierdził, że nie ma ochoty na starradę.
- Nie – odparł lekko.
- Książę, proszę to przeczytać – powtórzyła niemal wciskając palec w stronę. Kiepsko władał starradą. Nie zamierzał jej ćwiczyć, bo to wymagało wysiłku. Poza tym do niczego mu się nie przydawała.
- Czytaj! - warknęła w końcu. Nie zastanawiał się długo i wgryzł się w dłoń wskazującą książkę. Guwernantka ryknęła z przerażenia i szarpnęła ręką. Chłopiec jednak nie puścił, tylko wstał z krzesła i ciągnąc się za ręką zacisnął mocniej zęby. Kobieta wrzeszcząc miotała się po pokoju przewracając żołnierzy skrupulatnie ustawianych na niemal wszystkich półkach. Heres jęknął z wściekłości i, zaciskając oczy, wgryzł się mocniej. Guwernantka poniewierała go po komnacie, ale nie mógł puścić.
Nagle drzwi się otworzyły i jakaś służka wydała zduszony okrzyk. Potem zaczęła wołać pomoc. Heres jednak nie puszczał.
Ktoś wbiegł do jego komnaty i podnosząc go, zaczął szarpać. Dopiero wtedy puścił, usatysfakcjonowany swoim pokazem. Otarł dłonią krew z ust. Na jej myśl odczuwał obrzydzenie.



Hugo miał ciężki dzień użerając się z Rafaelem, któremu wymierzył karę chłosty za samowolę i bezczelność. Męczyło go to, miał tego zwyczajnie dosyć. Do tego nie mógł zapomnieć spotkania z bratem, który również okazał się bezczelny i kalał pamięć ojca. Honor był jedynym, co żołnierz miał na prawdę i Hugo nie mógł znieść tak oczywistej zniewagi, bo uderzała go ona osobiście. Zresztą każdy atak na armię kapitan odbierał osobiście. Ona była święta powinnością i chlubą.
Kiedyś próbował zapomnieć bratu; nie wybaczyć, ale choć zapomnieć. Tłumaczył sobie, że przecież Aldo zawsze był inny. Kiedy był mały, dużo chorował. Matka kochała go nad życie, więc przetrzymywała go w domu, żeby tylko nie zachorował jeszcze bardziej. Dzięki temu nie miał kolegów, a dzieciaki śmiały się z niego, bo uważały go za dziwaka. Dlatego matka nie chciała, żeby bawił się z innymi i zamykała go w domu jeszcze częściej, bo bała się o stan psychiczny chłopca. Dość logicznym jest to, że Aldo przez to wszystko rzeczywiście stał się dziwakiem i nie rozumiał żadnych zasad rządzących społeczeństwem. Zwyczajnie nie wiedział jak się funkcjonuje wśród innych. Kiedy matka umarła, a Hugo próbował wyprowadzić go na świat i zrobić z niego ludzi, było już za późno. W sumie nic dziwnego, że uciekł.
Tak więc namiestniczka naprawdę miała doskonałe wyczucie czasu. Nie miał najmniejszej ochoty słuchać jej gadania o niczym i udawania jaka jest ważna. Gdzieś miał te wszystkie jej niby-polityczne zagrania, pseudo-mądre propozycje i wyniosły ton. Ale miało być jeszcze gorzej.
- Wyjeżdżam – poinformowała go ze swojego wysokiego tronu, nienależnego jej w każdy chyba możliwy sposób. Nawet Keller z niego nie korzystał, stał tam jako mebel przypominający świetne czasy Nemm.
Prychnął bezczelnym śmiechem.
- Co cię tak bawi, Kurduplu? - zapytała znudzonym głosem, unosząc jedną brew. Ach, jakże demonstrowała swoją wyższość. Ale koszarowe przezwisko nie robiło na nim wrażenia, fakt, że go użyła, jeszcze mniejsze.
- Jak to wyjeżdżasz? - zapytał z rozbawieniem – Jak możesz wyjechać?
- Chcę złożyć na twe ręce obowiązki namiestnika – odparła spokojnie. Doskonale widział, że wszystko jest postanowione. Była pewna siebie i po prostu zmęczona jego arogancją. Nie mógł zmienić jej decyzji, chociaż gorszej już chyba nie mogła podjąć.
- Jednak proszę utrzymać to w tajemnicy – kontynuowała – Utrzymujemy, że nie wychodzę komnaty, bo nie pozwala mi na to stan zdrowia.
- Ale dlaczego? - nie mógł pojąć tej irracjonalnej decyzji. Mając wroga u bram, ona postanawia sobie wyjechać. Król popełnił błąd przysyłając tutaj to dziecko, niezdolne nawet do odpowiedzialnych decyzji i logicznego myślenia.
- To największa głupota jaką słyszałem – zarzucił jej, robiąc krok do przodu. Czuł się niezręcznie, gdy musiał stać na środku wielkiej, pustej sali, podczas gdy ona sobie siedziała na podwyższeniu. W jego mniemaniu byli równi, uważał, że jej wysokie urodzenie nie czyni jej osobą ważniejszą od niego. Zresztą nawet jej urodzenie było naciągane, w końcu była bękartem.
- Nie obchodzi mnie wasze zdanie, Maverick – odpowiedziała stanowczo prostując się lekko – Wojnę należy zakończyć, a nie bawić się w czekanie.


Z jednej strony Heres bezwarunkowe posłuszeństwo uważał za oczywisty obowiązek każdego obywatela,z drugiej zaś Mien nudził go swoją uległością. Młodemu księciu z trudem przychodziło zaakceptowanie jakiegokolwiek stanu rzeczy, który nie odpowiadał jego oczekiwaniom. Był trudnym dzieckiem i wiedziało o tym całe Wolne Królestwo.
Heres zawsze wygrywał, bo jako książę nie mógł przegrać, ale wygrywanie już mu się uprzykrzyło, bo Mien, chociaż wkładał całe serce w ukazanie dramatyzmu z jakim królewski syn niszczył jego oddziały, zawsze jednak przegrywał, więc tak naprawdę wszystko było do przewidzenia. Honor i pewne zasady nie pozwalały Heresowi tego zmieniać, jednak zabawa przestawała go już bawić. Winił za to Miena, w końcu to on ciągle tylko przegrywał.
Tęsknił za to za Eloise.

 




druga-corka 11/11/2010 13:01:06 [Powrót] Komentuj



Bardzo podoba mi się Twoje opowiadanie. Czekam na nn...
Wierna Czytelniczka 22/12/2010 17:29:04
| brak www IP: 77.65.7.58







Archiwum


2011
Kwiecień
2010
Listopad
Październik
Sierpień
Lipiec
Maj
Marzec
2009
Grudzień
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec


Ulubieni


.
azeroth.blog4u.pl
.
.
znikajace-gwiazdy.blog4u.pl
.
veaerlande.blog4u.pl
magia-smoka.blog4u.pl

 


Szablon wykonała Marzycielka dla druga-corka .