Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Szanowny Użytkowniku,
Zanim klikniesz 'Przejdź do serwisu', prosimy o przeczytanie tej informacji.
Zgodnie z art. 13 ust. 1 ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r. (RODO), informujemy, iż Państwa dane osobowe zawarte w plikach cookies są przetwarzane w celu i zakresie niezbędnym do udostępniania niektórych funkcjonalności serwisu. W przypadku braku zgody na takie przetwarzanie prosimy o zmianę ustawień w stosowanej przez Państwa przeglądarce internetowej.
Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest GO-MEDIA, z siedzibą ul. Stanisława Betleja 12 lok 10, 35-303 Rzeszów, VAT-ID: PL792-209-42-66.
Podanie danych jest dobrowolne ale niezbędne w celu świadczenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
Posiada Pani/Pan prawo dostępu do treści swoich danych i ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo do cofnięcia zgody w dowolnym momencie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania, wszelkie wnioski dotyczące wskazanych powyżej praw prosimy kierować na adres email: gomedia@interia.pl.
dane mogą być udostępniane przez Administratora podmiotom: Netsprint S.A., Google LLC, Stroer Digital Operations sp. z o.o., w celu prowadzenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
podane dane będą przetwarzane na podstawie zgody tj. art. 6 ust. 1 pkt i zgodnie z treścią ogólnego rozporządzenia o ochronie danych.
dane osobowe będą przechowywane do czasu cofnięcia zgody.
ma Pan/Pani prawo wniesienia skargi do GIODO gdy uzna Pani/Pan, iż przetwarzanie danych osobowych Pani/Pana dotyczących narusza przepisy ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r.
klikmapa.pl
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
11.2
Strona Główna * Dodaj * Księga * Wpisz się

11.2

 

 

Staruszek warknął cicho i wstał gwałtownie. Herbata pozostawiona w progu parowała lekko.
- Jest niesubordynowany.
- Domyślam się – odparł poirytowany. Chodził wzdłuż chaty w tę i z powrotem, sunąc dłonią po ścianie.
- Wywrzaskiwał twoje imię – powiedział Hugo opierając się o dom. Złożył ręce za plecami i wpatrywał się w niebo. Grunt, to spokój.
- To głupiec – orzekł Urrel nie przerywając swojego spaceru.
- Ale musiał mieć jakiś powód, nie uważasz? - podsunął. Starzec tylko prychnął.
- Co was łączy? - zapytał znów Maverick.
- Nic nas nie łączy, żołnierzyku – Hugo puścił tę nieudolną, acz oczywistą zniewagę mimo uszu. Urrel westchnął parę razy. Kapitana zaczynało już to wszystko męczyć. Przyszedł tu w konkretnym celu, ale z jakiegoś powodu rozmowa rozciągała się w nieskończoność, choć odpowiedź mógł otrzymać tak naprawdę w dwóch zdaniach.
- Za wszelką cenę chciał być moim uczniem – powiedział wreszcie zrezygnowany Ranvalijczyk. Maverick odsunął się od ściany i wyprostował, bo oto nadchodziły interesujące informacje.
- Ale się nie zgodziłem.
Zapadło milczenie.
- To tyle? - zapytał wojskowy ukrywając irytację. Tylko ruch głową, jakby dusił go kołnierz.
- Właściwie tak – odparł staruszek kiwając głową.
- Dlaczego?
- Bo jest cholernie zdolny – przyznał Urrel – Pewnie już jest lepszy niż ja kiedykolwiek mógłbym być.
- Ten rozpuszczony dzieciak? - nie mógł uwierzyć Hugo - To dlaczego go nie przyjąłeś?!
- A czego ja, który już nie mogę zebrać pioruna ze starości, mogę go nauczyć? - zapytał z politowaniem. Wojskowi zawsze ciężko kapowali – To najlepsze co mogłem dla niego zrobić.
- Zostawić go bez treningu?! - Maverick nadal nie mógł pojąć co to miało dać.
- Zrozum, że ja niczego nie mogłem go nauczyć. Ale on sam – tak.
Z głośnym siorbaniem wychylił łyk herbaty. Kapitan poszukał wzrokiem swojej, którą gdzieś w ferworze kłótni musiał odstawić z powrotem na parapet i upił trochę. Gorzki smak na języku otrzeźwił go.
- To, że tak bardzo chciał być moim uczniem, to było wyzwanie. Stawał się coraz lepszy, ale nigdy tego nie widział – wytłumaczył cicho Urrel – Pewnie do tej pory tego nie zauważa. Zapewne mnie nienawidzi?
- Nie wiem, nie zagłębiam się w jego psychikę – odparł sucho Hugo wylewając herbatę za siebie.
- Na pewno, to w jego stylu. Zawsze nim targają silne emocje, dlatego jak się na coś uprze, to nie ma zmiłuj – powiedział Ranvalijczyk kręcąc głową – Zanim zaciągnęliście go do wojska, prawie codziennie mnie nachodził. A ja za każdym razem wywalałem go z domu bijąc witkami.
- Odstawił bardzo dramatyczną scenę.
- Te pioruny w nocy? - zapytał tylko, żeby się upewnić. Wiedział – Imponujące – przyznał.
Jakkolwiek przeżył swoje lata i niewiele już mu się chciało, to była jedyna rzecz, której nie mógł tak zwyczajnie porzucić. Poczuć jeszcze raz błyskawicę, idealnie go wypełniającą, jego własną, choć dziką; nieokiełznaną siłę zamkniętą w tak małym ciele. Czuć, jak łaskocze koniuszki palców, jak mrowi w łopatkach i brzęczy w uszach, jak krew zaczyna szybciej krążyć w żyłach. Bo dopiero wtedy tak naprawdę czujesz, że żyjesz. Te wspomnienia bolały bardziej niż jakakolwiek choroba, wolałby nie mieć kończyn niż wieść takie kalekie życie, ale nie umiał tego zakończyć. Bo choć kalekie, to okazywało się, że był do niego przywiązany. Po prostu nie mógł.
- Przeciętni muszą przebierać w piorunach i wybierać te słabsze – dodał Urrel – Rafael nie.
Maverick spojrzał na niego spode łba. Nie podobała mu się wyjątkowość chłopaka.
- Wiesz, kapitanku, gdy się urodził, byliśmy prawie pewni, że nie przeżyje pierwszej doby. Ale ojciec zabrał go na klif i ofiarował bogom.
- Jakim bogom? - prychnął Hugo.
- Naszym – odparł w zamyśleniu starzec patrząc w przestrzeń – Duchom tych wysp.
Zamilkł. Hugo znów prychnął i przeczesał dłonią włosy.
- Wtedy uderzył piorun – kontynuował po chwili Ranvalijczyk – Irael zginął na miejscu, a mały wreszcie zaczął płakać.
- Każdy tak zaczyna?
- O nie! To ma się od urodzenia. Potem zaczynają się podejrzenia, a gdy się umacniają, wtedy można sprawdzić.
- Jak? - zapytał zaciekawiony żołnierz.
- Wypuszczasz dziecko w burzę i czekasz aż wróci.
- I co dalej?
- Jak to co? - zdziwił się starzec - Ściąga błyskawicę! Jak przeżyje, witamy wśród nas. Jak nie, to cóż... Chyba, że nawet nie próbuje. Jak nie wierzy w siebie, to nigdy nie będzie dobry.
- Hm – odparł tylko Hugo. Naturalny dar od wyimaginowanych bogów, jacyś chorzy wybrańcy. Ciekawe gdzie trzymają heretyckie złote posążki i składają krwawe ofiary.



Aldo Znikąd. Tak mówiono o nim na wyspach, choć każdy wiedział skąd pochodzi.
Hugo usłyszał śmiech dziecka.
Obraz, który widział, kłócił się z rzeczywistością, którą sobie ubzdurał. Nigdy nie posądziłby go o zbudowanie rodziny, normalny dom. Zawsze był trochę skrzywiony.
A teraz proszę! Solidna chata, płot przy domu, owce pasące się pomiędzy jabłoniami i gruszami. Z drugiej strony zagonek z warzywami, pomidory czerwieniące się na słońcu.
Dziecko znów się zaśmiało, tym razem niebezpiecznie głośniej, i w drzwiach ukazała się kobieta niosąc malca na rękach. Zatrzymała się w progu, stanąwszy w półkroku, i podejrzliwie spojrzała na przybysza. Zmarszczyła dość grube, rzekłby Maverick, brwi.
- Aldo! - zawołała w głąb domu i dalej się w niego wpatrywała z nie do końca przyjazną miną. Dziecko w skupieniu dłubało sobie palcem w buzi i wgapiało się w niego szeroko otwartymi oczami, a ślina ciekła mu po brodzie.
Nie odezwał się ani słowem, tylko z lekko uniesionymi brwiami spoglądał na kobietę. Nieco przy kości, o ciemnych włosach sięgających ramion. Solidne barki i grube brwi nadawały jej nieco męskiej urody. Przybrudzona, niebieska suknia była już bardzo zużyta.
- Aldo! - krzyknęła, tym razem głośniej, ale nie odrywała wzroku od kapitana. Dziecko puściło bąbelka ze śliny.
- Idę już, idę – odezwał się niski głos tuż za nią. Wyszła więc z progu i stanęła przy ścianie, dalej nie zmieniając wyrazu twarzy. Hugo wreszcie zobaczył mężczyznę.
Ten, utykając na lewą nogę, wyszedł przed dom. W dłoni dzierżył laskę. Był młody, pewnie jeszcze przed trzydziestką, choć Hugo wyobrażał go sobie starszego. Właściwie nie wiedział dlaczego.
Machnął dłonią na żonę, która posłusznie zniknęła w domu.
- To ty – burknął.
- To ja - odparł Hugo sucho.
Aldo nagle uśmiechnął się, po czym z jego gardła wydarł się krótki chichot. Tak, definitywnie był skrzywiony.
- Hugo! - zawołał i rzucił się na kapitana.
- Aldo – jęknął ten głucho, zduszony przez wielkie ramiona mężczyzny – Już starczy!
- Tak, tak, masz rację – odparł zakłopotany i odsunął się trochę.
Aldo był młodszy od kapitana, za to wyższy i postawniejszy. Jego włosy w kolorze siana nabrały już również takiegoż wyglądu, a dłonie były spracowane, ale oczy pozostały znajome.
- Niestety raczej nie dam ci obiadu, bo nie starczy na trzy osoby – poinformował go nie owijając w bawełnę.
- Och, to nic – odparł ze sztucznym uśmiechem, choć był nieziemsko głodny. Sytuacja była niezręczna, bo nie widzieli się niemal trzy lata. Jednak jedynym tematem, który się nasunął był obiad. Westchnął z rezygnacją zdając sobie sprawę jak zły był to pomysł.
- Co cię sprowadza? - zapytał Aldo, gdy tyko weszli do domu.
- Byłem w okolicy – odparł krótko.
- Ty na Wyspach?
- Musiałem tu coś załatwić.
- Och.
Siedzieli dalej przy stole patrząc na swoje dłoni lub też za okno. Hugo nie mógł wyjść, ale nie mógł też zostać. Aldo nie chciał, żeby Hugo tu był, ale nie chciał też, żeby odchodził. Kapitan nie mógł zrozumieć, dlaczego to wszystko się stało, a wyspiarz z mieszanymi uczuciami analizował wszystkie wydarzenia. Żaden z nich jednak do niczego nie doszedł, więc dalej patrzyli wszędzie, tylko nie na siebie. Jednego dopadł tik nerwowy, drugi szurał kubkiem po stole. Żona i dziecko rozpłynęły się.
- Hugo, nie będę cię przepraszał za to, co zrobiłem – powiedział w końcu stanowczo Aldo.
- Ale powinieneś!
- Czyli po to przyszedłeś?!
- Do wszystkich diabłów, nie! Ale miałeś obowiązek wobec ojczyzny! - Hugo uderzył dłonią w stół. Aldo wstał i wsparł się na blacie.
- Nie zamierzałem nigdy ginąć za ojczyznę! - ryknął.
- Zdezerterowałeś! Ty jeden! Okryłeś nasz ród hańbą! - krzyczał kapitan wymachując rękami – Takich jak ty Calderia pali na stosach!
- Nie zdezerterowałem... - syknął.
- Nie? To jak to nazwiesz? - warknął wskazując jego powykrzywiana nogę.
- Obroną własną.
Gdy oficjalnie została wypowiedziana wojna, wszyscy mieszkańcy Nemm po szesnastym roku życia zdolni do walki zostali przymusowo wcieleni do wojska. Aldo postanowił zostać niezdolnym.
Gdy łamał sobie nogę, nie planował przemieszczeń.
Aldo zwyczajnie nie uważał, że powinien oddać życie w imię Królestwa. Nie czuł się do tego powołany jak jego pradziad, ojciec czy brat. Chwalebna śmierć go zupełnie nie interesowała, nie pociągał go honor czy szacunek. On tylko chciał żyć.
- Zrobiłem to, bo chciałem żyć.


Dwudziestu strażników było gotowych do wymarszu nazajutrz. Wielki Łowczy Królewski zobowiązał się jej towarzyszyć, trzy służki nie miały wyboru. Ścisła tajemnica pod karą śmierci i tak nigdy nie jest pewna. Rodziny żołnierzy nie są poinformowane, że bierze udział w podróży. Wypad zwiadowczy na tereny nie zajęte przez wroga. To dobrze brzmi.
Przejrzała wszystkie swoje rzeczy w garderobie. Bolało ją, że musi stroje wybierać sama, ale na razie wszystko miało pozostać w tajemnicy. Wyjazd musiał być szybki i sprawny. Kilka sukien zdawało się być wyborem dość prostym, jednak szybko zmieniła zdanie, gdy do głowy przyszła jej kolorystyka i po krótkim namyśle postanowiła, że najbezpieczniejsze będą ciemne odcienie. Spodnie... Nie lubiła ich. Były niewygodne, piły w kroku i sprawiały, że trudno było trzymać nogi elegancko razem. Ale profesjonalne podróżowanie wymagało poświęceń, a musiała pokazać swoim ludziom, że nie jest bezradna cizią.


Rafael siedział na dachu stołówki, przy kominie. Opierał się o niego plecami i chłonął resztki ciepła. Już dawno odkrył to miejsce i lubił do niego powracać. Miał stąd doskonały widok na jedno z koszarowych okien. W jasnym świetle lampki oliwnej dostrzegł smukłą sylwetkę Mirell krzątającą się przy piecyku. Poruszała się tak lekko...
Komin grzał go jeszcze trochę, zwinął się ciaśniej i przyciągnął kolana pod brodę. Marzył o jednym Hakunn, kiedy będzie mógł z nią zatańczyć, dotknąć jej. Już prawie czuł ją przy sobie, gdy uderzyła go jedna myśl. To on będzie z nią tańczył, to on będzie jej dotykał. Przez niego będzie się śmiała, będzie się czuła jedyna.
Wszystkie emocje wycofały się w głąb Rafaela. Ogarnął go chłód, sylwetka w oknie stała się realna i jakaś zwyczajna. Opanował się i szczelnie zamknął wszystkie drogi podświadomości. W oknie pojawił się Nowy i uśmiechając się słabo, popijał herbatę.

 




druga-corka 15/10/2010 18:51:22 [Powrót] Komentuj









Archiwum


2011
Kwiecień
2010
Listopad
Październik
Sierpień
Lipiec
Maj
Marzec
2009
Grudzień
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec


Ulubieni


.
azeroth.blog4u.pl
.
.
znikajace-gwiazdy.blog4u.pl
.
veaerlande.blog4u.pl
magia-smoka.blog4u.pl

 


Szablon wykonała Marzycielka dla druga-corka .