Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Szanowny Użytkowniku,
Zanim klikniesz 'Przejdź do serwisu', prosimy o przeczytanie tej informacji.
Zgodnie z art. 13 ust. 1 ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r. (RODO), informujemy, iż Państwa dane osobowe zawarte w plikach cookies są przetwarzane w celu i zakresie niezbędnym do udostępniania niektórych funkcjonalności serwisu. W przypadku braku zgody na takie przetwarzanie prosimy o zmianę ustawień w stosowanej przez Państwa przeglądarce internetowej.
Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest GO-MEDIA, z siedzibą ul. Stanisława Betleja 12 lok 10, 35-303 Rzeszów, VAT-ID: PL792-209-42-66.
Podanie danych jest dobrowolne ale niezbędne w celu świadczenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
Posiada Pani/Pan prawo dostępu do treści swoich danych i ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo do cofnięcia zgody w dowolnym momencie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania, wszelkie wnioski dotyczące wskazanych powyżej praw prosimy kierować na adres email: gomedia@interia.pl.
dane mogą być udostępniane przez Administratora podmiotom: Netsprint S.A., Google LLC, Stroer Digital Operations sp. z o.o., w celu prowadzenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
podane dane będą przetwarzane na podstawie zgody tj. art. 6 ust. 1 pkt i zgodnie z treścią ogólnego rozporządzenia o ochronie danych.
dane osobowe będą przechowywane do czasu cofnięcia zgody.
ma Pan/Pani prawo wniesienia skargi do GIODO gdy uzna Pani/Pan, iż przetwarzanie danych osobowych Pani/Pana dotyczących narusza przepisy ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r.
klikmapa.pl
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
8.
Strona Główna * Dodaj * Księga * Wpisz się

8.



W oddali rozległ się grzmot. Ariel uniósł jedną rękę nad siebie, dłonią celując w niebo, drugą zaś wyciągnął przed siebie, w stronę morza. Zamknął oczy i oddychał głęboko wsłuchując sie w fale rozbijające się o ścianę klifu u jego stóp.
Obudził się rankiem, gdy mewy zaczęły skrzeczeć. Bolało go całe ciało, ale był cały. Wstrząsnął nim dreszcz. Ból rozszedł się promieniście, od serca.
Powoli, bez gwałtownych ruchów podniósł się z ziemi. Widział dobrze, mógł się ruszać. Ubranie lepiło mu się do ciała. Ale to nic. Czas był w drogę.


Kwatery Ranvalijczyków znajdowały się w niezbyt atrakcyjnym miejscu, zaraz przy placu ćwiczebnym. Rafael wybierał się tam co rano, bez śniadania. Jedzenie przed treningiem powodowało tylko mdłości.
Plac był kwadratowy, ze wszystkich stron otoczony budynkami wojskowymi. Zasłonięty od wiatru, nigdy nie nasłoneczniony. Przyjemny, wilgotny chłód orzeźwiał.
Rafael zdjął tunikę i buty, wziął głęboki oddech i rozłożył ramiona. Nogi postawił szeroko, mocno stawiając je na ziemi. Ugiął je mocno w kolanach i wypuścił powietrze otwierając wszystkie szlaki dla energii w swoim ciele. Zaczął rozgrzewkę. Wpierw powoli rozgrzewał ramiona, wciąż w tej samej pozycji, potem kark, gdy nagle ktoś mu przeszkodził.
Usłyszał miękkie kroki na bruku. Uniósł głowę i wlepił w przybysza swój szaleńczy wzrok, obnażając zęby w uśmiechu.


Arielowi pierwszej nocy w koszarach śniły się te niebieskie oczy. Szaleństwo, niby drapieżny uśmiech.
Ludzie na wyspach mówili, że Rafael jest szalony. Zaczynał w to wierzyć dopiero teraz.


- Jeszcze jeden? - warknął Maverick, gdy dowiedział się o przybyciu Ariela. I to jeszcze pewnie wierny pies tego skubańca! Miał dość zawszonych etnicznych.
- Tak jest, kapitanie – zawołał żołnierz, który mu o tym doniósł, wciąż stojąc na baczność.
- Dobra, byleby tylko był wyszkolony – westchnął – bo jak mi jeszcze który wysadzi koszary...!


Weszła na plac. Śniadanie miło ciążyło w żołądku, powietrze było rześkie, brakowało tylko słońca. Wzięła głęboki, orzeźwiający oddech i związała włosy rzemieniem. Rzuciła okiem na Rafaela. Oczywiście ten wariat już tu był. Nie miał bliskich przyjaciół, za to wszyscy o nim gadali. Powszechna opinia była prosta – uzdolniony szaleniec.
Zdjął rzemień z włosów i rozplótł warkocz. Potrząsnął swoją grzywą, nie szaleńczo, ale doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że robi wrażenie. Wiedziała, że robi to dla niej, ale nie miała nic przeciwko. Nigdy nie rozmawiali, rzadko na siebie patrzyli. Ale jak już, to szczerzył się do niej w uśmiechu. I nie przeszkadzało jej to.
Nagle poczuła na sobie czyjś wzrok. Odwróciła się gwałtownie i wbiła spojrzenie w Nowego. Był to uroczy, wysoki blondyn, co rzadko się zdarzało wśród Ranvalijczyków, oczy jednak miał ciemne, jak większość z nich. Był umięśniony i gdyby wiedział co tu robi, zapewne prezentowałby się wspaniale. Był jednak zagubiony. Wzrokiem szukał pomocy, ona jedna poświęciła mu trochę uwagi. Uśmiechnął się do niej nieśmiało. Był mniej więcej w wieku Rafaela. Westchnęła. Mając swoje dwadzieścia trzy lata nie czuła się związana z żadną grupą wiekową wśród jej ziomków zamieszkujących koszary. Do tej pory było ich trzynaścioro. Jedną grupę tworzyli mężczyźni pod czterdziestkę, drugą, jednoosobową, sam sobie tworzył Rafael. Nie obchodziło go, że nie ma przyjaciół. Wszyscy w koszarach byli jego znajomymi, ale tylko tyle. Teraz przynajmniej mógł zyskać przyjaciela, choć wątpiła w taki obrót rzeczy.
- Hej, nowy! - zawołał Rafael. Chłopak wreszcie oderwał od niej wzrok – Nie gap się – warknął.
Uśmiechnęła się do siebie. Była jedyna kobietą w ich małym oddziale, do tego młodą. Przyzwyczaiła się już, że wszyscy się na nią gapią. Gdzieś tam, na wyspach, mieli żony, ale tutaj to przestawało się liczyć. Gapili się, komentowali. Takie rzeczy w ich kulturze nigdy nie były odbierane jako coś obraźliwego. Kobieta powinna znać swoje walory. Mimo wszystko było to niezręczne. Zasmucało ją to bardzo, bo przecież znała małżonki większości z nich. A oni rzadko wracali do domu.
Rafael nigdy się nie gapił. Z rzadka zdarzało się, że na nią spojrzał, ale zawsze było to przyjacielskie spojrzenie. I nigdy nie skomentował. Doceniała to.
- Mistrzu Rafaelu – zaczął nowy.
- Uuuu...! - rozległo się po placu. Mężczyźni z oddziału nawet lubili chłopaka, ale nie respektowali go zbytnio. Jemu to jednak nie przeszkadzało.
- Och, mistrzu! - zawołał któryś z ukłonem. Reszta wybuchnęła śmiechem – Naucz mnie jakiejś nowej sztuki! - zawołał z przekąsem.
- Może gdybyś ćwiczył to, co ci wcześniej pokazałem.... - wycwanił się Rafael – A tak? Ramionka wiotkie jak u dzieweczki!
Śmiechy teraz przeniosły się na mężczyznę, któremu początkowo mina zrzedła, ale potem starał się śmiać z resztą, chcąc zachować twarz. Nowy natomiast na powrót się zmieszał.
- Nie – powiedział spokojnie Rafael nawet na niego nie patrząc.
- Ale...
- Nie – kontynuował chłodno.
- Ale przecież...!
- Nie.
Nowemu zabrakło słów. Tego się raczej nie spodziewał. Dziewczyna podeszła więc do niego i położyła mu rękę na ramieniu, chcąc go odciągnąć. Przez chwilę wyglądał, jakby się miał zaraz rozpłakać, ale pozbierał się i strącił jej dłoń. Zmarszczył brwi i pochylił się nad butnym Ranvalijczykiem, który w swojej pozycji treningowej był jeszcze mniejszy niż zwykle.
- Porzuciłem wygodne życie, żeby być taki jak ty! - ryknął na niego - A ty nawet nie zainteresujesz się kim jestem?!
Chłopak szukał kontaktu wzrokowego z Rafaelem, ten jednak nawet na niego nie spojrzał nie przerywając swoich ćwiczeń. Nikt nie współczuł Nowemu, nawet ona. Każdy natomiast był ciekaw, jak chłopak sobie poradzi. Teraz, gdy akcja zaczęła iść niespodziewanym torem, reszta oddziału zastygła w ciekawości.
- Jesteś legendą Ranvalijczyków! - wyrzucił mu – Jesteś ich skrytą nadzieją! Moi bracia chcieliby być tobą! - zawołał roztrzęsiony - Ty jednak wolisz okazywać innym swoja pogardę, wolisz napawać się swoją sławą. Dzięki temu stajesz się nikim – zakończył z pogardą i splunął mu pod nogi, po czym zszedł z placu.
Dogoniła go i chciała szarpnąć, odwrócić go w swoją stroną, ale wymknął się jej.
- Stój! - krzyknęła za nim.
- Po co? Wracam do domu – westchnął – Na moja farmę – dodał krzywiąc się.
- Założyłeś, że ten chłopak jest ideałem? - zapytała zdziwiona, choć wiedziała, że tak będzie. Wszyscy tak uważają, oczywiście zanim go poznają.
- Słuchaj, Nowy...
- Ariel.
- Uwierz mi, nikt się tym nie przejmie – odparła z politowaniem – A więc, Nowy – kontynuowała – Może i jest zdolny, ale to tylko dzieciak. On ledwo ma siedemnaście lat!
- Nawet ja jestem starszy – prychnął.
- Więc nie wymagaj od niego mentorskiego podejścia, mądrości na każdy dzień i dostosowanego do twoich potrzeb zestawu ćwiczeń!
- Ja nie wymagam... - zaczął.
- Przychodzisz tutaj nie mając zielonego pojęcia czego tak właściwie powinieneś się spodziewać, a gdy tylko coś nie dorasta twoim wyobrażeniom, jesteś wielce urażony! - wyrzucała mu dalej – I nie dziw się, że nie każdego interesuje jakiś tam nowy rekrut. Nie padniemy ci w ramiona tylko dlatego, że zachciało ci się być jednym z nas.
- Ach tak? Więc kiedy chcę współpracować, należy mnie od razu odrzucić, nawet bez cienia namysłu?
- Nikt cię nie odrzucił, idioto! - warknęła – Nikt nie kazał ci się wynosić! Sam, ze swoją urażoną dumą paniczyka, stwierdziłeś, że cię wyrzucamy. Nikt nie powiedział ci złego słowa.
- Ale ten kurdupel...!
- Nie musisz go rozumieć, ale nie możesz mieć pretensji – urwała i westchnęła przecierając twarz – Chodź do kantyny – rzuciła i ruszyła gdzieś korytarzem. Powoli Ariel poszedł za nią, oczarowany jej osobą.



- CO?! - Hugo omal się nie udusił jajecznicą.
- Mówię, co widziałem – usprawiedliwiał się żołnierz.
- Tego mi jeszcze brakowało, żeby dwóch piromanów się pokłóciło...


***



Ciemność jest tym, co zawsze będzie przy nas. Gdy ktoś zabierze nam światło, ona pozostanie. Gdy umrzemy, będzie jedyną towarzyszką. Dlatego skóra jego ludu jest czarna. Dlatego skały gór, które pną się do nieba, są czarne. Dlatego pnie drzew, silnych i długowieczny są czarne.
Byli ludem oświeconym, który nie uznawał życia po śmierci. Głupi ludzie wierzyli, że ten ich Bóg ich ocali. Że otrzymają nagrodę za uczciewe życie, że nie znikną z tego świata ot tak.
Nak'har znaczy ciemność. Ludzie Nak'har nie bali się jej, ale umieli docenić jej spokój. A póki starczało życia, korzystali z niego.
Asafa słyszał, że jeden z jego synów zabił drugiego. Młodszy starszego. Zaczął za to cenić chłopca. Był sprytny i nie wahał się długo. To jego drugie morderstwo.
Nie miał imienia. Żadne z jego dzieci nie miało. Mężczyzna dostaje imię, gdy udowodni swej męskości. Gdy zabije i spłodzi potomka. Wtedy musi swojej godności dowieść na ceremonii, na której Starsi i Szamani wybierają dla niego przydomek.
Nie obchodziło go, które dziecko jest z jakiej matki. Nie rozmawiał z nimi. Nie obchodziły go córki, nie nadawał im imion. Musiał dbać o siebie, musiał wykorzystać czas.
Ale jego synowie nie byli jeszcze gotowi, by go zabić. Jeszcze nie rozstrzygnęli między sobą.
Asafa leżał w ciemności swojej komnaty i rozkoszował się ciszą. Czasem trzeba od wszystkiego odpocząć. A za rok lub dwa odpocznie od całego świata.


druga-corka 20/03/2010 17:21:33 [Powrót] Komentuj



Oceniono na http://kompania-ocenowa.blog.onet.pl/ . Zapraszam i pozdrawiam.
Allister 1/04/2010 13:58:28
| brak www IP: 80.50.131.62

Może i nie piszę u siebie, ale czasem wchodzę :) tym razem informacji nie było, ale coś mnie tknęło, żeby poczytać i proszę - nowa notka.
Ariel, Ariel, Ariel...uwielbiam to imię, jak sama zresztą wiesz - jeden z moich bohaterów właśnie takie nosi. Cóż mogę powiedzieć? Bardzo mi się podoba jak piszesz i czekam na więcej.
Pozdrawiam :)
Sandra 27/03/2010 22:38:39
| brak www IP: 82.160.159.234







Archiwum


2011
Kwiecień
2010
Listopad
Październik
Sierpień
Lipiec
Maj
Marzec
2009
Grudzień
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec


Ulubieni


.
azeroth.blog4u.pl
.
.
znikajace-gwiazdy.blog4u.pl
.
veaerlande.blog4u.pl
magia-smoka.blog4u.pl

 


Szablon wykonała Marzycielka dla druga-corka .