Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Szanowny Użytkowniku,
Zanim klikniesz 'Przejdź do serwisu', prosimy o przeczytanie tej informacji.
Zgodnie z art. 13 ust. 1 ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r. (RODO), informujemy, iż Państwa dane osobowe zawarte w plikach cookies są przetwarzane w celu i zakresie niezbędnym do udostępniania niektórych funkcjonalności serwisu. W przypadku braku zgody na takie przetwarzanie prosimy o zmianę ustawień w stosowanej przez Państwa przeglądarce internetowej.
Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest GO-MEDIA, z siedzibą ul. Stanisława Betleja 12 lok 10, 35-303 Rzeszów, VAT-ID: PL792-209-42-66.
Podanie danych jest dobrowolne ale niezbędne w celu świadczenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
Posiada Pani/Pan prawo dostępu do treści swoich danych i ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo do cofnięcia zgody w dowolnym momencie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania, wszelkie wnioski dotyczące wskazanych powyżej praw prosimy kierować na adres email: gomedia@interia.pl.
dane mogą być udostępniane przez Administratora podmiotom: Netsprint S.A., Google LLC, Stroer Digital Operations sp. z o.o., w celu prowadzenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
podane dane będą przetwarzane na podstawie zgody tj. art. 6 ust. 1 pkt i zgodnie z treścią ogólnego rozporządzenia o ochronie danych.
dane osobowe będą przechowywane do czasu cofnięcia zgody.
ma Pan/Pani prawo wniesienia skargi do GIODO gdy uzna Pani/Pan, iż przetwarzanie danych osobowych Pani/Pana dotyczących narusza przepisy ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r.
klikmapa.pl
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
6.
Strona Główna * Dodaj * Księga * Wpisz się

6.

Padało. Znowu padało, grzmoty na razie straszyły w oddali, ale wiedziała, że jej nie zawiodą i zakłócą kolejną noc. Już tak dawno nie śniła. Co rano to samo: budzi się z pustką w głowie, czasem tylko nikłymi wspomnieniami budzącej ją burzy. Tęskniła za snami. W nich działy się dziwne rzeczy, często nie powiązane z tym światem. Po przebudzeniu pozostawiały tę przyjemną gamę obrazów, uciekającą z czasem. Ale człowiek mógł się delektować chociaż chwilę, przeciągając się w łóżku z przymrużonymi oczami, próbując ignorować prześwitujące między zasłonami słoneczne promienie.
Wreszcie znalazła się w bibliotece mieszczącej się w zachodnim skrzydle zamku. Deszcz dudnił o dach wprowadzając do burego dnia kolejny smętny akcent. Podniosła oczy ku wysokiemu, krzyżowemu sklepieniu. Kurz niemal zwisał ze stropu.
Gdyby wpadało tu choć trochę światła, mogłoby być tu pięknie. Wysoka, przestronna sala, witraże w oknach po sam sufit. Gobeliny na ścianach nadawały się już tylko do spalenia, ewentualnie jako dywany do kwater służby. Ciężki zapach, ale, o dziwo, przyjemny. Zapach starożytnych woluminów i opasłych tomisk zawierających odpowiedzi na każde pytanie, jakie można sobie uroić.
I regały sięgające niemal do nieba, mahoniowe, zakurzone i tajemnicze, ale przyciągające uwagę. Sama nie wiedziała, od którego zacząć.
W zamku nie było kogoś takiego jak bibliotekarz. Nemm nie było miastem naukowców czy poetów, ale rzeczowych ludzi. Realistów, których nie obchodziły dzieje przeszłości, a tym bardziej historie wymyślone przez szaleńców, którzy najwidoczniej nie mieli własnego życia. Cenniejsze niż poetyckie dyrdymały, było tu i teraz. Nie znaczyło to oczywiście, że mieszkańcy Nemm byli niewyedukowani. Znali najważniejsze dzieła i historię także, choć dość pobieżnie. Nie fascynowało ich jednak rozpamiętywanie czy odkrywanie, a już tym bardziej tworzenie. Oczywiście były odstępstwa od tego stereotypu, jednak każdy z nich musiał radzić sobie sam; królewska biblioteka była dla nich zamknięta. Z reguły nikt tu nie zaglądał, choć Nemm mogło się pochwalić całkiem pokaźnymi zbiorami. Ci, którzy wiedzieli co się w nich znajduje i pragnęli je przestudiować, musieli zwracać się z prośbą do samego króla, a ten nieczęsto wydawał zgodę.
Zamykane przez służącego drzwi skrzypnęły głucho. Skarciła go wzrokiem i ruszyła przed siebie. Jej kroki odbijały się echem, co przyprawiało ją o dreszcze. Weszła pomiędzy regały wysokie jak wieże i zadzierając głowę, rozglądała się. Nigdzie nie było drabiny, aby dotrzeć do wyższych poziomów biblioteki, więc po chwili postanowiła się skupić na regałach na wysokości jej oczu. Zakurzone księgi kryły mnóstwo informacji, a niejedna opisana na grzbiecie była starożytnym językiem lub nawet innym alfabetem. Za to wiele miało pozacierane tytuły. Przejechała palcem po kilku tomiskach zostawiając na nich czysty pasek. Z obrzydzeniem wytarła palec z kurzu w chusteczkę. Księgi kiedyś przykuwały uwagę żywymi barwami, fantazyjnymi czcionkami na okładkach. Niewiele z tego pozostało. Czas niszczy wszystko, a bez introligatora źródła pisane, które powinny długo świadczyć o historii i kulturze świata, ginęły zapomniane. Obiecała sobie zatrudnić kilku introligatorów, oczywiście renomowanych w świecie.
Po ponad godzinie poszukiwań znalazła parę tomów, które ją zainteresowały. Odpowiednie wydały jej się „Historia powszechna”, „Dzieje Królestwa Calderii”, „Dzieje rodu Nivêndor'ów”, przetłumaczone „Kroniki Ellevien” oraz „Wojna Hulvnarska”. Nie miała pojęcia, czy coś tam znajdzie, ale warto było spróbować. Spędziła godziny nad starymi księgami, przesiąkając zapachem stęchlizny Każdą stronę trzeba było przewracać ostrożnie, nie chwytając za rogi, żeby nie oderwać jakiejś jej części. Wszystkie woluminy były przeżarte przez robactwo, w „Historii powszechnej” brakowało paru kartek na początku.
Mimo tego jednak, że przejrzała księgi, nie znalazła interesujących ją informacji. Nawet wspominki. Zrezygnowana, zatrzasnęła „Wojnę Hulvnarską”, zupełnie się już nie przejmując jej stanem. Westchnęła i opadła bez nadziei na stół. Odetchnęła parę razy i podniosła się z zacięta miną. To gdzieś musiało być! Nie mogło ot, tak sobie zniknąć z historii.
Odwróciła się do służącego, który nadal cierpliwie czekał. Zdążyła już zapomnieć, że z nią przyszedł, ale w końcu ucieszyła się, że go ze sobą zabrała.
- Wiesz gdzie są elfickie kroniki? - zapytała z rezygnacją.
- Mniej więcej – odparł mężczyzna.
- Co?! - krzyknęła zszokowana, a jej głos niósł się po sali – Czemu wcześniej nie powiedziałeś?
- Nie pytałaś, o pani. A otrzymałem na wychowaniu, a potem na szkoleniu do służby, surowy zakaz odzywania się nieproszonemu – odparł spokojnie. Czuł się zupełnie usprawiedliwiony.
- Następnym razem, gdy będziesz znał jakieś informacje, które mogą mi się przydać, nie zatrzymuj ich dla siebie – warknęła – Gdzie te kroniki?
- Chwilkę, pani, tylko skoczę po drabinę.
- Byle szybko – mruknęła za nim, a on pobiegł gdzieś za regały. Po chwili niemal biegiem dopadł jakiegoś regału w głębi biblioteki i wdrapał się prawie na sam szczyt. Podeszła do niego i zadarła głowę.
- Przetłumaczone? - zapytała.
- Nie wszystkie, ale duża część owszem. Wszystkie są również w wersji oryginalnej, jeśli zechcesz, o pani – odparł.
- Nie znam elfickiego – burknęła w odpowiedzi. A może powinna? Czy on się tego spodziewał? Chociaż chyba odebrała należytą edukację i i tak wiedziała o wiele więcej niż przeciętny obywatel.
- Czego potrzebujesz, pani? „Miasta Rhubb złote dzieje”? „Żywot Eskhala”? „Wiek Ametystu”? „Wiek Aleksandrytu”? „Wiek srebra”? „Żywot Tindómiël'a”, „Kornika Amaatha. Barbarzyńskie wojny”?
- Podaj „Żywot Tindómiël'a”, kronikę i... Może... „Wiek Aleksandrytu”.
- Tak jest – zawołał i zręcznie zsunął się z drabiny z księgami pod pachą.


Hugon szybkim krokiem wpadł do koszar.
- Gdzie on jest?! - ryknął. Przechodzący akurat żołnierze spojrzeli na niego przerażeni.
- Gdzie jest, pytam! - wrzasnął wściekły jednemu z nich w twarz, przyciskając go do ściany. Mężczyzna dławiąc się strachem uniósł rękę i wyciągnąwszy palec wskazujący, wyjąkał:
- W stołówce, kapitanie!
Maverick puścił go i tupiąc ruszył we wskazaną stronę. Żołnierz długo jeszcze tarł szyję, starając się zapomnieć o ucisku przedramienia kapitana. Nikt nie chciał pytać, co się stało. Po chwili jednak wszystko wróciło do zwykłego porządku dziennego.
Do stołówki wpadł jak burza.
- Ty... - wycedził, brnąc między stołami do Rafaela.
- Tak, to ja – odparł chłopak z szerokim uśmiechem, odkładając drewnianą łyżkę. Zagarnął włosy za uszy, poprawił tunikę i rozsiadł się wygodnie, opierając się o ścianę i splatając dłonie pod głową.
- Ze mną! - ryknął na niego kapitan. Młodzieniec bardzo teatralnie wywrócił oczami.
- Teraz – warknął Maverick, cicho, acz stanowczo. Rafael podniósł się zrezygnowany i podążył za dowódcą. Ten w milczeniu szedł szybkim krokiem dwa metry przed chłopakiem, udając, że nie obchodzi go, czy za nim idzie. Bardzo dramatycznie demonstrował swój gniew, ale Rafael uważał, że zupełnie niepotrzebnie. Czuł, że tym razem coś przeskrobał. Gorzej, że nie wiedział co.
Wreszcie dotarli do kwatery kapitana. Rafael aż gwizdnął. Sporych rozmiarów kamienica, zadbana, gospodyni w oknie, kwiaty za oknem. Miejsce powszechnie zwane „kwaterą Kurdupla” wybiegało daleko poza wyobrażenia Ranvalijczyka.
- Zamknij chociaż usta, chłopcze – westchnął kapitan otwierając drzwi. Rafael otrząsnął się i podążył za nim w głąb korytarza. Rozglądając się wokoło dotarł w końcu do gabinetu dowódcy.
Był to niewielki pokój. Przez okna wychodzące na zachód wpadały resztki światła, nim słońce schowa się za domami. W jego ciepłych promieniach gabinet stawał się przytulny. Marmurowy kominek nadawał mu elegancji, stojąca na nim samotna figura bożka Faussa - nieco tajemniczości. Ciężkie udrapowane zasłony na pewno nie były dziełem ani pomysłem kapitana. W ogólnym wystroju dało się wyczuć rękę gospodyni. Jedynie dwie egzotyczne szable za biurkiem sprawiały wrażenie, jakby Maverick wybrał je sam.
Wskazał mu krzesło, sam zaś rozsiadł się w fotelu po drugiej stronie biurka. W ostatnich promieniach tego dnia mienił się emaliowany dzbanek z kamionki. Do dwóch kubków, również kamionkowych, kapitan nalał wody. Jeden z nich pchnął w stronę chłopaka.
- Rafael, wyjaśnij mi coś proszę – zaczął. Chłopak tylko pociągnął łyk wody.
- Dlaczego ty mi to robisz? Dlaczego niszczysz wszystko, co próbuję zbudować?
- Nie niszczę tego, co budujesz ty – odparł Ranvalijczyk po chwili namysłu.
- Ach tak? - zapytał z wyrzutem.
- Walczę z systemem. Walczę z Królestwem, nie z tobą.
- Nie masz teraz nic innego do roboty?! - zawołał kapitan wstając – Nie mógłbyś najpierw walczyć z Calderią? Naprawdę chcesz im oddać swoja ukochaną Ranvalię?
- I tak nam ją zabrano – odparł smętnym głosem, patrząc gdzieś w przestrzeń – Co za różnica kto ją zagarnia? Teraz liczy się tylko to, żeby pokazać Ranvalijczykom, że możemy o nią walczyć.
- Idiota! A może wszyscy zginiecie? Pomyślałeś o tym?
Rafael prychnął. Czy ten człowiek kiedykolwiek zrozumie? Duża część Ranvalijczyków nie rozumiała. Ci, co rozumieli, już dawno odeszli. A reszta urodziła się już pod władzą tego psiego pomiotu Królestwa. Jak mogą tęsknić za czymś, czego nie znają? Jak mogą walczyć o coś, czego im nie odebrano? I jak ich miał do tego zachęcić?
- Rafael! - głos kapitana wyrwał go z rozmyślań. Hugo westchnął. Do tego chłopaka nie dało się przemówić.
- Najpierw zniszczmy Calderię. Razem.



„Kronika Amaatha” była przepełniona uczuciem. Na jednej karcie wściekłość, dalej gdzieś wielka radość, innym razem smutek, żal lub pełne niezrozumienie sytuacji, kiedy indziej znów niesłychana duma lub zwykłe zaintrygowanie. Jednak fragment, który znalazła, który był dla niej tak cenny, był przesiąknięty oburzeniem:
„Ellevien gotowało się już kilka dni przed przybyciem tych Bal'lah. Lud nie wahał się wygłaszać własnego zdania, choćby stając na beczce na targowisku, a i czasem mówił pochlebnie o przybyszach. Jeden tylko szaleniec, choć chyba najgodniejszy spośród nas wszystkich, miał odwagę samego króla wywoływać na plac, aby się tłumaczył. […] Król jednak postanowień swych nie zmienił i ułożył się z tymi prostakami. Czy nikt nie widzi, że to doprowadzi do naszego upadku? […] Stało się. Podzieliłem się z Tindómiël'em moimi wątpliwościami i mówi on, że Nivêndor nie jest zły. Zasługuje na to, by mu zaufać. A razem ponoć łatwiej będzie nam się bronić przed nieznanym wrogiem i uchronimy nasz dom. Bzdury! Ale jak kłócić się z królem? On będzie odpowiedzialny za wszystko, czego nam ten sojusz przysporzy. A źle będzie się dziać...”
No tak, tego się mogła spodziewać. Nigdzie nie było o tym wzmianki, więc czemu tu miałoby być coś sensownego? Zdaje się, jakby świat chciał zapomnieć o tym sojuszu. Jakby nie patrzeć, elfy chyba nie były z niego zbyt dumne, a jak się potem w biegu historii okazało, ludzie też nie. Woleli zapomnieć o tym, jak to było walczyć razem, żeby walczyć przeciwko sobie. O tak, zmyślne.
Historia powszechna omijała to wydarzenie, dzieci nie były o tym nauczane ani nikt o tym nie mówił.
Ale to ,czego się wszyscy wstydzili mogło uratować Królestwo.



Dym snuł się do nieba. Błękitny, nieskalany. Jedna z kapłanek dmuchnęła w niego delikatnie i wywróciła oczami, aż pozostały same białka. Dym zawinął się delikatnie. Uderzono w bębny. W żar posypały się zioła. Kapłanka padła na kolana przed paleniskiem i odchyliła się do tyłu, mrucząc. Gwałtownie się wyprostowała i dmuchnęła w dym raz jeszcze. Reszta kapłanek wybuchnęła obłąkańczym śmiechem.
- Idzie! - wrzasnęła pierwsza – Jeszcze o tym nie wie, ale przyjdzie... - wywieszczyła z gardłowym chichotem.
- Ale kto?
- Ta, która umie rozproszyć ciemność spowijającą twój ród – szepnęła chowając się w własnych ramionach, z oczami utkwionymi w gwiazdach – Ale będzie chciała ofiary – ucięła – Krwawej! - ryknęła po chwili ze śmiechem i odchyliła się znowu. Włosy zmieszała z liśćmi, mokre, oblepiały ją całą. A ona śmiała się i głaskała ziemię dłońmi, by po chwili wstać gwałtownie i zwymiotować za siebie.



Atrament powoli wsiąkał w pergamin. Trudno jej było sformułować odpowiednie słowa. Nie mogło to być nic błagającego, nic poddańczego ani też nazbyt władczego. Nie mogła też niczego żądać. Cały majstersztyk polegał na tym, aby to wszystko odwrócić.
Jedyne co mogła, to złożyć zachęcającą obietnicę. Musiała także sprawiać wrażenie, że to naturalna kolej rzeczy i tak powinno być. Jedynym szkopułem było to, że nie miała uprawnień do składania takiej obietnicy. Ale tym martwić będzie się potem.
Przepisała list kilka razy, za każdym razem wyraźnie się podpisując i składając po zwinięciu pieczęć.
Na Wieży Sokolnej dęło. Czuła w powietrzu kolejną burzę. Suknia jej łopotała i musiała się wysilać, żeby w ogóle się przemieszczać. Jednak po krótkiej walce z żywiołem weszła do sokolarni.
- Wszystko co teraz powiem, ma pozostać tajemnicą – zastrzegła. Sokolnicy natychmiast podnieśli się i skinęli głowami. Było to dwóch mężczyzn – młodzieniec, kilka ledwie lat starszy od niej, nieogolony, z włosami związanymi w luźny warkocz. Drugi – starzec – był schludniejszy. Znoszony, lecz czysty kubrak, rzadkie siwe włosy zaczesane w gładki koński ogon i żywiołowe, inteligentne oczka popatrujące spode łba.
- Ależ oczywiście – rzekł – Co tylko sobie zażyczysz pani. Na nas możesz polegać – po czym obaj ukłonili się.
- Te listy muszą dotrzeć nad Las Imladren – powiedziała wręczając starcowi pergaminy.
- Ależ, pani... - zaczął zdziwionym głosem rozkładając ręce.
- Nie życzę sobie żadnych pytań – ucięła.
- Oczywiście – znów ukłonili się.
- Cieszę się.
Starzec wręczył listy drugiemu sokolnikowi. Ten w milczeniu skierował się do drzwi po drugiej stronie małego pomieszczenia w jakim się znajdowali. Gdy je otworzył odezwały się ptasie wrzaski. Natychmiast zamknął za sobą drzwi.
- Pani... - zaczął znów starzec.
- Żadnych – powtórzyła.
- Tak, wiem, lecz – zaczął znów niepewnie – nie wiem, czy twe listy dotrą. Jest kilka sokołów, które znają drogę, ale nie spodziewałbym się, że listy zostaną odebrane. Wiesz chyba, pani, że Las Imladren jest strzeżony.
- Dlatego otrzymaliście kilka kopii. Chcę mieć choć cień szansy, że ktoś w tej głuszy odnajdzie tę wiadomość.
- Oczywiście – znów się ukłonił. Młodzieniec wychylił głowę zza drzwi:
- Na pewno do Imladren?
Skinęła tylko głową. Po chwili sokolnik wrócił i zsunął z dłoni rękawice.
- Poleciały, ale niczego nie obiecuję.
- Wiem. Dziękuję – odparła tylko i wyszła.


Nie jest to może zbyt dobry rozdział. Na razie mam pomysły na raczej dalsze części albo na krótkie wyrywki. Trudno to złożyć w całość. Pozdrawiam.

druga-corka 27/10/2009 19:57:05 [Powrót] Komentuj



A mnie się podobało :) Czekam, co będzie dalej. Zaintrygowały mnie te kapłanki zwłaszcza :)
Pozdrawiam.
Sandra 28/10/2009 17:44:40
| brak www IP: 88.199.232.34







Archiwum


2011
Kwiecień
2010
Listopad
Październik
Sierpień
Lipiec
Maj
Marzec
2009
Grudzień
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec


Ulubieni


.
azeroth.blog4u.pl
.
.
znikajace-gwiazdy.blog4u.pl
.
veaerlande.blog4u.pl
magia-smoka.blog4u.pl

 


Szablon wykonała Marzycielka dla druga-corka .