Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Szanowny Użytkowniku,
Zanim klikniesz 'Przejdź do serwisu', prosimy o przeczytanie tej informacji.
Zgodnie z art. 13 ust. 1 ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r. (RODO), informujemy, iż Państwa dane osobowe zawarte w plikach cookies są przetwarzane w celu i zakresie niezbędnym do udostępniania niektórych funkcjonalności serwisu. W przypadku braku zgody na takie przetwarzanie prosimy o zmianę ustawień w stosowanej przez Państwa przeglądarce internetowej.
Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest GO-MEDIA, z siedzibą ul. Stanisława Betleja 12 lok 10, 35-303 Rzeszów, VAT-ID: PL792-209-42-66.
Podanie danych jest dobrowolne ale niezbędne w celu świadczenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
Posiada Pani/Pan prawo dostępu do treści swoich danych i ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo do cofnięcia zgody w dowolnym momencie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania, wszelkie wnioski dotyczące wskazanych powyżej praw prosimy kierować na adres email: gomedia@interia.pl.
dane mogą być udostępniane przez Administratora podmiotom: Netsprint S.A., Google LLC, Stroer Digital Operations sp. z o.o., w celu prowadzenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
podane dane będą przetwarzane na podstawie zgody tj. art. 6 ust. 1 pkt i zgodnie z treścią ogólnego rozporządzenia o ochronie danych.
dane osobowe będą przechowywane do czasu cofnięcia zgody.
ma Pan/Pani prawo wniesienia skargi do GIODO gdy uzna Pani/Pan, iż przetwarzanie danych osobowych Pani/Pana dotyczących narusza przepisy ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r.
klikmapa.pl
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
5.
Strona Główna * Dodaj * Księga * Wpisz się

5.

Edgar ucałował ją w dłoń. Uśmiechnęła się delikatnie i zarumieniła. Za każdym razem, gdy go widziała, kolana same jej się uginały. Nie potrafiła tego wytłumaczyć, ale ten młody człowiek robił na niej ogromne wrażenie. Od kiedy pierwszy raz go widziała, nie wyobrażała sobie życia bez niego, choć na początku tylko czasem udało jej się złowić jego spojrzenie. Dopiero za którymś razem młodzieniec podszedł do niej, onieśmielony, i zaproponował porzucenie sali pełnej gości i spacer. Rozpromieniona zgodziła się i od tej pory nie mogła przestać o nim myśleć, a widok jego w towarzystwie innych kobiet przyprawiał ją o białą gorączkę.
Teraz nie dość, że uśmiechał się do niej tak serdecznie, to w jego oczach i w jego czynach widziała coś więcej niż zwykłą przyjaźń. Chyba była najszczęśliwszą dziewczyną na świecie.


Oczy Rafaela płonęły błękitem. Gdy podniósł wzrok na Amelle, uśmiechnął się szeroko. Podniósł się powoli z ziemi i odetchnął. Był rozpromieniony, naprawdę szczęśliwy. Wstrząsnął nim silny dreszcz, jakby ktoś mu wlał lodowatą wodę za koszulę. Wzdrygnął się lekko, ale nie przestawał się uśmiechać.
- Jestem pod wrażeniem – przyznała.
- Wiem – odparł.
- Jak ty to...?
- Nie wiem. Tak jakoś...
- Och...
Zapadło milczenie.
- Musimy ich zaatakować – dodał po chwili – Ranvalijczycy jeszcze nie brali udziału w walkach. Zaskoczymy ich.
- Jeszcze nie teraz – odparła – Daj mi czas.


- Mam dla ciebie nowinę, ojcze! - zawołała donośnym głosem bez pukania otwierając drzwi na oścież. Mężczyzna uniósł głowę znad jakichś papierów, jednak nie odkładając pióra, i spojrzał na nią wyczekująco.
- Co znowu zrobiłaś, Eloise? - zapytał z rezygnacją.
- Patrzysz na przyszłą panią Weckamshire! - zawołała radośnie z rumieńcami podniecenia na twarzy. Oddychała ciężko, pewnie biegła, żeby go o tym poinformować. Z pióra kapnął atrament i spokojnie wsiąkł w dokument. Pokręcił głową.
- W co ty się, dziecko, wpakowałaś? - zapytał odkładając pióro i splatając dłonie.
- Wychodzę za mąż, powinieneś się ucieszyć! - zawołała z wyrzutem, tupiąc nogą.
- Ale czy ty w ogóle wiesz czym jest małżeństwo? - zapytał spokojnie.
- Mam już szesnaście lat!
- Nawet nie – przypomniał jej. Dlaczego zawsze było tak, że im bardziej on próbował być spokojny, tym bardziej dzieci się irytowały i zaczynały się wydzierać?
- Dlaczego zawsze traktujesz mnie jak dziecko?! - wykrzyknęła ze złością i rzuciła mu wściekłe spojrzenie. Zawsze, gdy unikał konfliktu, to on właśnie wybuchał. Należało z tym skończyć. Wziął głęboki oddech.
- Bo jesteś dzieckiem, Eloise! - wrzasnął pełen złości i wstał – Co ty w ogóle wiesz o tym Weckamshire'rze? Czy ty w ogóle wiesz w co się pakujesz?! No słucham! Wiesz?! - zapytał zrzucając gwałtownym ruchem dokumenty z potężnego biurka.
- Kocham go, ojcze!
- Och, równie dobrze może ci się to wydawać! Zdajesz sobie sprawę w jakiej jesteś sytuacji? Jesteś za młoda na małżeństwo, a już szczególnie jako moja córka!
- Ale on ma pozycję, ma majątek... - zaczęła nieporadnie.
- Wiem jakie są jego pozycja i majątek! - wykrzyknął znowu i zaczął chodzić po komnacie – Czy ty nic nie rozumiesz? Jeśli on cię porzuci, to dla ciebie koniec wszystkiego! Nikt nie zechce naruszonego owocu!
- Jeśli tak patrzysz na naszą miłość, to z nim ucieknę! Nie odbierzesz mi szansy na szczęście! - zawołała z płaczem i wybiegła. Mężczyzna westchnął ciężko. Czemu ta dziewczyna była zawsze taka patetyczna? Powoływała się na wielkie uczucia już nie jeden raz i zawsze chciała pokazać tę ich wielkość, a mówiła o nich jak w kiepskich dramatach ulicznych.


- Przybył kapitan Wojsk Wolnego Królestwa, dowódca pierwszego, siódmego oraz jedenastego oddziału obronnego twierdzy Nemm, Hugon Maverick! - huknął wartownik wkraczając do sali tronowej. Westchnęła. Co ja, głucha? pomyślała.
- Niech wejdzie – powiedziała poprawiając się na tonie. Głupia, niewygodna suknia, głupi, twardy tron, głupia, ciężka buława i głupie spinki we włosach! Ale trzeba było dokończyć, co się raz zaczęło.
Kapitan pewnym krokiem wkroczył do sali, po czym stanąwszy idealnie na środku, na widniejącej na marmurowej podłodze gwieździe, ukłonił się.
- Wezwałaś mnie, pani – rzekł. Błysnął nonszalancko zębami w szerokim uśmiechu.
- Tak, wezwałam – potwierdziła.
- Zatem słucham.
- Dlaczego Ranvalijczycy nie brali udziału w walkach? - zapytała ostrym tonem. Kapitan lekko cofnął głowę w zdziwieniu. Zamrugał parę razy.
- Dlaczego? - powtórzyła zirytowana. W głowie jej się to nie mieściło. Mają po swojej stronie taka siłę i nie wykorzystują jej? Jest wojna, do stu demonów! Giną ludzie, a oni trzymają taką broń zamkniętą w murach?!
- Wybacz, pani, ale to pytanie nie do mnie, ale do generała Ulbreca – odparł w końcu, zdziwiony, że w ogóle mogła go o to zapytać.
- Och, daj spokój, Hugo – warknęła – wszyscy dobrze wiedzą, że ten starzec stacza się powoli w czarną przepaść i ma już niedaleko. Czy on jeszcze w ogóle samodzielnie myśli?
- Dobrze, nich ci będzie. Trochę nim kieruję – przyznał – a właściwie całkowicie.
- Więc czemu Ranvalijczycy nie walczą?! - wykrzyknęła wstając – Czemu nie pozwalacie im pomóc? To wszystko dawno mogło się skończyć! - krzyczała żywo gestykulując.
- Och, nie pomyśleliśmy o tym! - odrzekł sarkastycznie – Rzeczywiście, my głupi... Nawet nie wiesz, co się dzieje ani z czym masz do czynienia. Ojciec cię mianował i już się szarogęsisz! Możesz udawać, że wiesz co robisz na radach, ale do wojny się nie mieszaj! Zostaw ją ludziom, którzy coś o niej wiedzą! Myślisz, że nie zauważyliśmy tego, czym dysponujemy?
- Więc dlaczego...?! - zawołała wstając i unosząc ręce do głowy w geście irytacji. Przegarnęła pośpiesznie niesforny kosmyk plączący się gdzieś w okolicach lewego policzka. Czuła fale gorąca i myśli jej uciekały.
- Bo są naszą ostatnią kartą!
Zaniemówiła.
- Jeśli wystawimy Ranvalijczyków cała Calderia będzie wiedziała, że to nasz ostatni przedśmiertny dryg. A jeszcze nie przyszedł na niego czas. Myślisz, że zwyciężymy? Ja już dawno przestałem wierzyć. Zetrą nas na pył...
- Ale gdybyśmy wystawili Ranvalijczyków, to... - zaczęła rozpaczliwym tonem. Czuł, że ta mała twardzielka, za jaką zawsze chciała być uważana, pęka. Zaczynała wątpić.
- Co ty w ogóle o nich wiesz?!
Spojrzała na niego zszokowana.
- No? Słucham!
Dopiero po chwili jednak odparła:
- Miotają piorunami.
- Miotają? Naprawdę sądzisz, że miotają piorunami? - zawołał ze śmiechem – Widziałaś to kiedyś?
- Owszem! - zawołała oburzona – Dzisiaj! Rafael mi wszystko zaprezentował.
- Ach, mój ulubieniec... Niestety – odparł z westchnieniem – chłopak za bardzo lubi dramatyczne sceny. I co takiego widziałaś? - zapytał z politowaniem. Amelle fuknęła pod nosem. Jak śmiał?
- Błyskawicę, która go słuchała – warknęła rzucając mu wściekłe spojrzenie. Maverick uśmiechnął się do siebie.
- Ile ona miała? Maksymalnie parę cali. Robi dużo hałasu, daje dużo światła i pędzi tak szybko, że nie zwraca się uwagi na rozmiar. To, co ni trzymają w tych swoich bukłaczkach, może co najwyżej kogoś ogłuszyć – zwiesił głos i potarł twarz dłonią - Ranvalijczycy mają jedną pożyteczną umiejętność: przewodzenie piorunów. Ale mogą mu jedynie mniej więcej nadać kierunek, nigdy nie będą mogli go zupełnie kontrolować.
- Ale to co dziś... - zaczęła.
- Rafael jest zdolny. Ale to jego maksimum. Poza nim, jest jeszcze tylko dwunastu jemu podobnych, tylko słabszych. Liczysz na to, że zniszczą wszystkich Calderyjczyków? Nie rozumiesz świata poza murami zamku... - zarzucił jej i odwrócił się plecami. Patrzyła, jak powoli wychodzi. Był zmartwiony, przygarbiony. Strażnicy stojący przy drzwiach zasalutowali, ale on nawet nie zwrócił na to uwagi. Nie mieli szans.


- Heres! - zawołała od progu. Malec wyskoczył zza łózka, jeszcze w koszuli nocnej, z rumieńcami na twarzy. Gdy weszła zobaczyła żołnierzyki, katapulty i smoki rozrzucone po podłodze. Chłopiec podbiegł do niej i z biegu się w nią wtulił, aż się zachwiała. Zaśmiali się głośno.
- Co dziś za dzień? - zapytała z szerokim, zawadiackim uśmiechem. Chłopiec wyszczerzył się mrużąc oczy.
- Moje urodziny! - zawołał z radością.
- A co jest najfajniejszego w urodzinach?
- Prezenty!
- Więc co dla ciebie mam? - zapytała machając ręką na służącą, która podała jej jakieś zawiniątko.
- PREZENT!!! - ryknął i zaczął biegając po komnacie krzycząc z radości wniebogłosy – ODPAKUJ!
Eloise dość niezgrabnie rozdarła szary papier i wyjęła z niego czarna tunikę.
- Och – powiedział malec, po czym się skrzywił – Nie podoba mi się – żachnął i wrócił przygnębiony do żołnierzy na podłodze.
- Oj, nie zrozumiałeś! - zawołała ze śmiechem dziewczyna – Mien, wejdź!
W drzwiach ukazał się mały, przerażony chłopiec o szarej buzi i szeroko otwartych oczach, pełnych strachu i zagubienia.
- Kto to niby? - burknął Heres składając buntowniczo ręce na piersi – Jest głupi, nie będę się z nim bawić – oznajmił i wrócił naburmuszony do zabawek.
- Nie przyprowadziłam ci go do zabawy – zapewniła go – To twój własny służący! - powiedział wciskając tunikę na Miena.
- Oooooo! - chłopcu wyraźnie wróciło zainteresowanie całą sytuacją – Mój własny? Nigdy nie miałem własnego służącego! - zawołał z radością. Jak on szybko zmieniał humory! Eloise czasem nie mogła się temu nadziwić. Chłopiec wyprężył się i długo przyglądał Mienowi, po czym zarządził:
- Rozkazuję ci się ze mną bawić! I rozkazuję ci być najeźdźcą! - zawołał z uśmiechem, dumny ze swojego pomysłu - Ale pamiętaj, musisz przegrać! - zastrzegł. Chłopiec beznamiętnie podszedł do zabawek, przysiadł na ziemi i smętnie spoglądał na żołnierzy, ale mały książę zdawał się nie zwracać na to najmniejszej uwagi i z wielkim zapałem tłumaczył mu zasady rozdzielając figurki, oczywiście jemu wręczając mniej. W końcu Królestwo nie przegrywa.

druga-corka 24/09/2009 17:44:17 [Powrót] Komentuj



No dobrze, już rozumiem, czemu nie użyto tej mocy wcześniej, ale pewną przewagę zawsze może im dać, więc wprowadzić tę umiejętność do gry można.
Natomiast mam uwagi co do małżeństwa Eloise: piszesz o czasach, które przypadają mniej więcej na nasze średniowiecze. Szesnastoletnia dziewczyna była wtedy panną na wydaniu. Ba, po dwudziestce była już na granicy staropanieństwa! Wtedy za kobietę uznawano dziewczynę, gdy zaczynała krwawić. W wyższych sferach często zdarzało się, że małżeństwa planowano jeszcze wtedy, gdy narzeczeni byli dziećmi. Chcesz, żeby coś stało na drodze do związku Eloise? Niech jej ojciec planuje wydać ją za kogoś innego, niech ma jakiś uraz do rodziny jej ukochanego. Bo wiek nie jest przeszkodą, to nie wypada zbyt realnie.
Sporo zagubionych przecinków, ale nie chce mi się tego wypisywać. Za to powiem, że bardzo podoba mi się scena z Heresem - taki mały, rozpuszczony bachor, wyszła ci ta postać. Książątko jak się patrzy. Szkoda mi jego służącego.
No cóż, wiele weny życzę;)
ML 24/09/2009 20:40:35
| brak www IP: 82.139.27.35







Archiwum


2011
Kwiecień
2010
Listopad
Październik
Sierpień
Lipiec
Maj
Marzec
2009
Grudzień
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec


Ulubieni


.
azeroth.blog4u.pl
.
.
znikajace-gwiazdy.blog4u.pl
.
veaerlande.blog4u.pl
magia-smoka.blog4u.pl

 


Szablon wykonała Marzycielka dla druga-corka .